Wszystkim budującym
życzę by napotykali same takie ekipy:
"Powszechnie było wiadomo, że majster Sztwiertnia jest oszalałym erotomanem i każdą rozmowę, zdanie i sytuację weksluje w ulubionym kierunku (…) majster, wykorzystując swe niebywałe talenty, wszędzie, gdzie się dało, zostawiał znaki swej obsesji. Sztwiertnia miał złote ręce, potrafił zrobić praktycznie wszystko, wszelkim rzemiosłem i wszelką sztuką się parał, grał na licznych instrumentach, świetnie też rysował i malował. I było wiadomo, że jak się u Sztwiertni obstaluje na przykład szafę, będzie to szafa lekko przebijająca pięknem i solidnością wszystkie kalwaryjskie, gdańskie i inne szafy świata; ale było też wiadomo, że gdzieś w jej zakamarkach Mistrz – niczym autorską sygnaturę – skryje kłopotliwy szczegół, wyuzdany ornament, sprośny detal. I nie będzie to machnięta stolarskim ołówkiem jakaś goła dupa z ogromnym cycem. Skąd! Majster dawał perfekcyjne mitologiczne sceny, tycjanowskie akty, rubensowskie kształty; był realistyczny jak Ingres, zmysłowy jak Renoir, perwersyjny jak Manet i wyrazisty, a zwłaszcza nieusuwalny, jak japoński drzeworyt. Nie trzeba dodawać, że wzorem dawnych mistrzów Sztwiertnia często swoim aktom nadawał dobrze wszystkim z sąsiedztwa znane twarze. Najgłośniejsze było wyobrażenie muskularnego satyra z głową księdza Kalinowskiego, obejmującego nagusieńką nimfę z zastygłą w spazmie zupełnego zatracenia twarzą Ryfki Deresewicz – olej na desce. Deską był spód ogromnego stołu biesiadnego zamówionego przez parafię do Domu Zborowego na pamiątkę założenia naszego kościoła (…) Pod koniec sierpnia majster Sztwiertnia pojawił się z gotowym cudem pod pachą. Postawił go ostrożnie na naszym wyłożonym polnymi kamieniami podwórzu i jął odwijać z licznych warstw “Trybuny Robotniczej” (…) A potem zaczęliśmy dotykać, sprawdzać, wsuwać i wysuwać szufladę, liczyć pola; badać, jaki szachownica ma pod kątem połysk. I coraz sumienniej oglądaliśmy arcydzieło majstra Sztwiertni, coraz uważniej śledziliśmy załomy, uskoki i perspektywy, i potem już przestaliśmy udawać, że oglądamy dla piękna konstrukcji, dla barwy, dla gry świateł. Coraz niecierpliwiej i całkiem otwarcie i – tak jest – bezwstydnie badaliśmy centymetr po centymetrze w poszukiwaniu pieczęci miłosnej, która na przedmiocie tak perwersyjnym – nieskończenie perwersyjna być musiała (…) I nigdzie nic nie było i spoglądaliśmy z niepewnością na majstra, który stał opodal i palił extra mocne (…) i jak dopalił, pokręcił przecząco głową ipowiedział: – Niczego nie ma; ten stolik to jest dymanie samo w sobie."
Tak by prace przez nich wykonane były zawsze najwyższej jakości :)
Ten opis wykonania stolika szachowego, to fragment opowiadania "Sobowtór zięcia Tołstoja" Jerzego Pilcha. Przypomniał mi się ze względu na jakość prac wykonanych przez naszego glazurnika (zdjęcia wkrótce)
Tymczasem u nas na budowie konczy się łazienka, w najlepsze rozkręcili się też Panowie od elewacji, kuchnia już zamówiona, dziś też przyjedzie stolarz pomierzyć schody na antresole i przede wszystkim dogadać szczegóły stołu i blatów kuchennych.
Ja bawię się w malarza, po tych wszystkich pracach które już za nami, malowanie to prawdziwa przyjemność:). Dziś na gotowo powinny być już dwie sypialnie. Malujemy farbami Fluggera.
Farba do sufitów wg producenta "Flutex 2S to farba do sufitów, tworząca głęboką, matową powłokę, doskonale kryjąca. Osiągniesz wspaniały rezultat bez odbić światła i śladów wałka." A ja muszę przyznać, że to nie tylko marketing. Wspaniały efekt. Gorąco polecam tę farbę.
Komentarze